O autorze
Jako dziecko, po powrocie z lekcji w małej, wiejskiej szkole we wsi Bielkowo k. Gdańska zakładałem uprząż koniom i jechałem w pole orać, bronować, siać. W szkole średniej z zazdrością spoglądałem na dobrze ubranych kolegów i koleżanki z klasy. Mnie nie było na to stać. Studia rolnicze w Krakowie to okres rzeczywistego poznawania i rozumienia powodów realiów w jakich funkcjonował kraj i społeczeństwo. To także pierwsze próby publicznej aktywności w ZSP, w radiowęźle studenckim, w ogólnopolskim tygodniku studenckim „itd”. Wreszcie najważniejsze: dwie „rewolucje” w czasie studiów: marzec 1968 i grudzień 1970. Potem praca w Polskim Radio w Łodzi i od 1973 roku w TVP w Warszawie w redakcjach rolnych. O 1979 roku już życie na emigracji. Najpierw 3 lata w Szwecji / wydawałem tam miesięcznik Sprzeciw/ i od 1982 roku praca na etacie w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium. W 1994 roku powrót na stałe do Polski. Działalność gospodarcza. Wydaję tygodnik lokalny na terenie powiatów Kluczbork i Olesno. Senator RP VIII kadencji.

NIE ZAPOMINAJMY O NIM. BY OFIARA SAMOSPALENIA NIE POSZŁA NA MARNE.

Dokonał próby samospalenia. Czy żyje? Jakie są jego dalsze losy. Dlaczego niezależne media i opozycja polityczna milczą? O tej ofierze trzeba pamiętać.

….
Dokładnie 10 dni temu, w czwartek 19 października około godziny 17.00 w Warszawie przed Pałacem Kultury i Nauki podpalił się 57 letni mężczyzna. Przed samospaleniem rozrzucił ulotki. Pozostawił także list w którym tłumaczy powody tego dramatycznego czynu. Wiemy, że przeżył. Oparzenia zajęły pond 60% ciała. W bardzo ciężkim stanie przewieziono go do szpitala.
Kilka dni po wydarzeniu w internecie na platformie portalu OKO zamieszczono obszerna rozmowę z żoną i córką bohatera wydarzenia. Potwierdziły one tylko to co na temat
mężczyzny można było sobie wyobrazić po lekturze pozostawionego przez niego listu na miejscu wydarzenia oraz po treści rozrzuconych ulotek. Był to desperacki akt protestu przeciwko temu co z naszym państwem, jego konstytucją i obowiązującym prawem zaczął wprawiać PiS i jego koalicjanci. Zainicjowany akt samospalenia, to świadomie wybrany sposób buntu przeciwko panującemu bezprawiu.
Swoje niezadowolenie zawarł w 15 punktach na rozdawanych ludziom bezpośrednio przed wydarzeniem ulotkach. Napisał tam my. Innymi o tym, że: … pod rządami PiS ograniczane są prawa obywatelskie, łamane są zasady demokracji, Konstytucja, podważane są autorytety takie jak Lech Wałęsa i byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego.
W pozostawionym na miejscu liście czytamy: … chciałbym, żeby Prezes PiS i cała pisowska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża…
Władysław Frasyniuk, następnego dnia, w radiowym wywiadzie wezwał media, by opublikowały pozostawiony przez desperata list. Dodał jednocześnie, że sam osobiście pod tekstem takiego listu by się podpisał i że zapewne wielu Polaków uczyniło by to również. Treść listu – mówił Frasyniuk – jest bardzo racjonalna, a sama ofiara nie może pójść na marne.
Mija 10 dni od wydarzenia. Nic nie wiemy o stanie zdrowia bohatera. Media milczą. Na portalach społecznościowych też cisza. Tak jakby wszyscy się tego wydarzenia przestraszyli.
Na szczęście milczy władza. Jej milczenie należy odbierać jako strach przed rozpętaniem dyskusji na temat pozostawionych przez desperata tekstów. O wydarzeniu nie piszą podległe jej media. Zapewne zrezygnowano z przekonywania ludzi, że mieliśmy do czynienia z jakimś przypadkiem niezrównoważonego człowieka. Dowodów, że był to akt polityczny bohater pozostawił sporo. Nie rozumiem jednak milczenia mediów niezależnych oraz opozycji politycznej. Tutaj, przypuszczam, panuje obawa, że pojawią się zarzuty o próbie wykorzystywania przez opozycję ludzkiej tragedii dla celów politycznych. Ale przecież ten człowiek tego oczekiwał. Uczynił to z powodów politycznych.
Z powodów politycznych nie wolno o tym desperackim akcie milczeć!
Trwa ładowanie komentarzy...